Pas startowy - białe podium oświetlone blaskiem o temperaturze około 4600 stopni Kelwina. Po jego bokach rzędy oczu oczekujących prawdziwej inspiracji. Na końcu śnieżnego pasa ambona, wypełniona różnej długości lufami gotowymi do strzału z prędkością kilku ujęć na sekundę. Za moment rozpocznie się wbieganie trendów. Kilkuset projektantów i setki modelek. Witamy na pokazie mody!
Aparat i zorientowany na długą ogniskową obiektyw ma każdy, ale aby należycie to wykorzystać, należy znaleźć odpowiednie miejsce. Centralnie jest najlepiej, ale jednocześnie tam najciaśniej i duszno. Dobrym uzupełnieniem do fotograficznej torby staje się drabina, albo metalowa skrzynia która w praktyczny sposób może ją zastąpić. Co drugi strzelec dobrze o tym wie, reszta wciska się po bokach by znaleźć się możliwie blisko “złotego środka”.
Fotografowanie pokazów mody w takim wydaniu ma bardzo specyficzny charakter. To fotografia pozbawiona polotu i tego co w fotografii tak istotne - indywidualnego punktu widzenia. Ażeby zostać fotografem wybiegowym wystarczy średniej jakości sprzęt i godzina przeszkolenia z obsługi aparatu. Zdjęcia trzydziestu ściśniętych fotografów na podium są niemalże identyczne. Różnice można znaleźć jedynie w ich zabarwieniu, jako że każdy z inną efektywnością radzi sobie z okłamywanym pomiarem temperatury barwowej. Jeśli miało się trochę szczęścia jedno na dziewięć tysięcy zdjęć może być chociaż trochę inne. Nadal jednak nie ma czym się chwalić.
foto: Aleksander Lucis
Jak już mówimy o ilości to warto dodać, że taka trzydniowa impreza świata mody, wymaga wykonania około 10 000 zdjęć. Oczywiście tylko wtedy jeśli celem jest pokazanie każdej z kolekcji projektanta na co najmniej kilkunastu fotkach. W efekcie średniej jakości lustrzanka jest do wyrzucenia po około 10 takich imprezach (trochę nowsza wytrzymać powinna 15), co zatwardziałym fotografom wybiegowym może się przytrafić nawet w jedno lato.
Czy jest sens uprawiania takiej fotografii? Z punktu widzenia projektantów, modelek, modeli ludzi ze świata mody i innych obserwatorów, zapewne ma to sens. Z punktu widzenia zawieszonego na drabinie przez kilka godzin fotografa, jest to chyba bliższe ćwiczeniom sprawnościowym, aniżeli jakiejkolwiek formie wyrażania się. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś to naprawdę lubi i czuje, że robi to coraz lepiej.
Czy aby wszystkie kombinacje “pokaz mody - fotografia”, muszą wyglądać tak samo? Niekoniecznie. Dobry przykład znalazłem na blogu Blindspot, gdzie jeden z linków zaprowadził mnie do serii zdjęć fotografa agencji Magnum - Paolo Pellegrina. To oczywiście prawdziwy reportaż, gdzie fotograf nie tylko się przemieszczał, ale też zrobił coś znacznie więcej. Te 16 zdjęć w zestawieniu z kilkoma tysiącami wykonanymi z drabiny na ambonie, mają się mniej więcej tak do siebie, jak deser z czarnych trufli z francuskiego regionu Périgord do dwóch ton zmarzniętych ziemniaków przed segregacją.
Komentarze:
Twój komentarz:
Archiwum | Autorzy |
Pomoc | Kontakt
o 24foto | Regulamin |
RSSowo | Lablog
|








Rogal
No cóż - było mi dane poznać bliżej środowisko ludzi robiących tego typu zdjęcia zawodowo (włączając “kotletowe” zdjęcia gwiazd + wszystko co trafia na pudelka). Niestety jest to fragment branży fotograficznej z żenującym poziomem autorów, kreatywność to za długie i niezrozumiałe słowo, a motto życiowe podsłuchane w czasie rozmowy kilku fotopstryków “Naj”, “Vivy” i “Party” to: sprzęt i dupy.
Kanees
mylisz sie kolego i nieprzyjemnie wrecz generalizujesz.
Za przeproszeniem debili znalezc mozna w kazdym srodowisku. Jesli jestes szanujacym sie fotografem mody, bywasz na pokazach, bo warto miec najnowsze trendy w portfolio. Praca w studio dla modeli i projektantow to nie wszystko ale pozwala ma kreatywnosc. Zdanie w tekscie A.Lucisa, ze wystarczy godzina instruktazu i mozna brac sie za focenie mody jest ogromnym naduzyciem. Zapraszam do mojego studia w Londynie zobaczymy jak te madrosci kolega przelozy na praktyke.