Archive for the ‘Felietony i Wywiady’ Category

Migawki z ultraszybkiej fotografii

wtorek, kwiecień 7th, 2009

?To był moment” - często używamy tego określenia, żeby opisać nagłe zdarzenie. Najczęściej widzimy tylko efekty codziennych zdarzeń, np. rozbitą butelkę. Jednak najnowsza technika sprawia, że świat nie ma przed nami tajemnic. Fotografie i filmy w zwolnionym tempie pokażą nam wszystkie szczegóły sytuacji, które umykają naszym zmysłom - spadające krople wody czy uchwycony moment pękania bańki mydlanej. Czy żeby obserwować takie ujęcia musimy być fotografami? Czy do zrobienia takich zdjęć potrzebujemy zaawansowanego technicznie sprzętu? Czy ultraszybka fotografia to zjawisko nowe? Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi… nie!

 

Harold Eugene Edgerton_Kropla mleka

Edgerton Harold Eugene, Kropla mleka

 

Ale o czym mowa?

Fotografia high-speed to ujęcie ?zamrożonego” ruchu, czynności czy zjawiska, którego nie jesteśmy w stanie zarejestrować gołym okiem, bo dzieje się zbyt szybko. Piękne ujęcia niewidoczne na co dzień obserwować możemy w programie popularnonaukowym W klatce czasu emitowanym na kanale Discovery Channel. Twórcami W klatce czasu są Jeff Lieberman - wykładowca słynnego Instytutu Technologii w Massachusetts (MIT) oraz Matt Kearney - wiceprezes firmy Tech Imaging Services, uważany za jednego z największych amerykańskich ekspertów w dziedzinie cyfrowych technik szybkiego filmowania. Panowie w pełni wykorzystują możliwości techniczne kamery rejestrującej kilkanaście tysięcy klatek na sekundę. Na pozór banalny lot kolibra, breakdance, narciarstwo wodne czy cyrkowe sztuczki, pokazane w zwolnionym tempie - zaskakują.

 

Jeff Lieberman_W klatce czasu

Jeff Lieberman, W klatce czasu, Discovery Channel.

 

Ponad 120 lat historii?!

Fotografia szybkościowa nie jest nowym wynalazkiem! Nie narodziła się wraz z powstaniem W klatce czasu… Już 120lat temu wykonywano takie zdjęcia bez ogromnych nakładów pieniędzy i super sprzętu. Pierwsze zdjęcie rejestrujące coś, co umyka naszym zmysłom powstało w 1887 roku! Przedstawia silną falę uderzeniową wytworzoną przez wystrzelony pocisk poruszający się z prędkością ponaddźwiękową. Jego autorem jest fizyk i filozof austriacki Ernst Mach.

 

Jednak dopiero o Edgertonie Haroldzie Eugene, amerykańskim wynalazcy i inżynierze, możemy powiedzieć, że jest ojcem fotografii high-speed. W 1931 roku skonstruował on elektroniczną lampę błyskową, która w połączeniu z aparatem fotograficznym pozwoliła mu zrobić, znane dużo szerszej widowni, zdjęcia kropli mleka, wody, piłki odbijanej przez golfistę czy karty do gry, w którą uderza pocisk.

 

Ernst Mach_Pocisk

Ernst Mach, Pocisk

 

Każdy może spróbować!

Każdy z nas może iść w ślady Eugene czy chłopaków z programu W klatce czasu. Aby wykonać tego typu obrazy wykorzystuje się aparat fotograficzny lub kamerę video. Większości z nas nie stać na kamerę high-speed. Najszybsza na świecie, rejestrująca obraz z prędkością 200 milionów klatek na sekundę (!), osiągnęła cenę pół miliona dolarów. Dzięki niej widać ruch czy drgania obiektów, które pozornie są nieruchome! W sklepie www.slowmotion.com.au najtańszy model kamery poklatkowej kosztuje ok. 8000 dolarów. To nie są ceny na kieszeń zwykłego śmiertelnika.

 

Skano to bezpieczny, prosty i tani sposób na skanowanie zdjęć, slajdów i negatywów, a także retusz i renowację zniszczonych fotografii. Zamień swoje stare zdjęcia na pliki cyfrowe. Skano to najwyższa jakość, najniższe ceny i prawdziwa wolność wyboru.

 

O zrobienie zdjęć, które przedstawiają coś, co dzieje się w ułamku sekundy, możemy jednak pokusić się sami, własnym aparatem fotograficznym, nie inwestując tysięcy dolarów w zaawansowany technicznie sprzęt. Żeby osiągnąć sukces musimy uzbroić się przede wszystkim w cierpliwość. Pierwszy krok to ustawienie kadru, ostrości i przysłony oraz maksymalnego czasu ekspozycji. Powinniśmy zadbać, żeby w naszym otoczeniu panowała ciemność. Wybieramy obiekt np. kapiące krople, otwieramy migawkę, generujemy błysk (najlepiej niezależnie od aparatu) i zamykamy migawkę. Trafienie w odpowiedni moment nie jest łatwe. Być może będziemy musieli próbować kilkanaście, kilkadziesiąt razy, ale efekt jest warty wysiłku.

 

Chociaż wygląda skomplikowanie, fotografia high speed jest na wyciągnięcie ręki. Każdy z nas może zobaczyć co się stało ?w międzyczasie” - zgłębiając historię fotografii high-speed, siedząc przed ekranem telewizora, eksperymentując z własnym sprzętem fotograficznym. Każdy z nas może być odkrywcą. Nie musimy orientować się w drogim sprzęcie, ani znać znaczenia dziwnych skrótów CCD, CMOS, DRAM. Wystarczy odrobina ciekawości i chęci.

Dariusz Senkowski - fotograf gwiazd w LOOKR.TV

wtorek, marzec 24th, 2009

Tydzień temu lookr.tv zaprosił na LajfCzat fotoreporterów zajmujących się fotografią prasową. Dzisiaj tj. wtorek 24 marca, na kanapie zasiądzie kolejna osoba, która robi zdjęcia - Dariusz Senkowski.

 

otograf gwiazd

 

Jak wygląda praca z bohaterami polskiego show-biznesu? Ile można na niej zarobić? Jeśli chcecie zobaczyć jak wyglądali polscy cleberyci na początku swojej kariery, którzy nie schodzą obecnie z pierwszych stron kolorowych gazet, musicie zobaczyć ten program. Pokażemy Wam foty Borysa Szyca, Joanny Brodzik, Marty Żmudy Trzebiatowskiej, Krzysztofa Ibisza i wielu innych.

 

Start programu o godzinie 18.00 - www.lookr.tv 

Magazyn Fotografii FotoIndex - IV numer

niedziela, marzec 8th, 2009

Ukazał się czwarty z kolei, a pierwszy w tym roku numer Internetowego Magazynu FotoIndex, poświęconego w całości rozważaniom na temat miasta i miejskości. W numerze przedstawiamy: typologiczne spojrzenie Jakuba Pierzchały na obiekty, tworzące klimat miasta nocą: bilboardy, neony, sklepowe wystawy, miejsca emitujące trochę niepokojące, ale przyciągające światło. W następnym materiale, Marcina Piechoty, pojawia się wprawdzie człowiek, lecz jest on jedynie drobnym trybikiem w miejskiej, monumentalnej tkance współczesnego miasta Waszyngton.

 

 

Zdjęcia Macieja Dakowicza z Cardiff ukazują nam miasto jako arenę nieustającej zabawy, dionizyjskich igrzysk, zaczynających się w piątkowy wieczór, a kończących z nadejściem poniedziałkowego wschodu słońca.Niewątpliwie największą metropolią w tej części Europy pozostaje wciąż Berlin. Stąd też prezentujemy dwa materiały: codzienna podróż berlińczyków siecią metra U-Bahn Roberta Kresy i reportaż Jakuba Nowotyńskiego o dość popularnym sposobie zarabiana, jakim jest mycie samochodowych szyb. ?Rewiry paranormalne? Łukasza Biedermana pokazują, jak trudno oddzielić ułudę wielkoformatowych reklam i miejskich murali od realnego świata, bowiem na zdjęciach Łukasza te dwa obszary integrują się, tworząc spójny choć surrealistyczny obraz miasta.

 

Numer zamyka cykl “Podwójne spojrzenie” ze zdjęciami operującymi estetyką fotografii streetowej, w materiale Ewy Respond i Aleksandra Nowaka. Przy czym, mamy tu do czynienia faktycznie z podwójnym spojrzeniem dwóch autorów, na te same miejskie motywy i sytuacje.

 

Zapraszamy do zapoznania się z czwartym numerem Magazynu FotoIndex, który można pobrać w formie pliku PDF ze strony http://fotoindex.org

Pozdrawiamy,
Redakcja Magazynu FotoIndex

Porady dla fotografujących od 35 fotografów Magnum

czwartek, grudzień 11th, 2008

Fotograf Alec Soth, zadał dwa proste pytania swoim kolegom i koleżankom z agencji Magnum. W pierwszym - bardziej osobistym - zapytał o pierwszą ekscytację fotografią. W drugim poprosił o jedną radę dla początkujących fotografów.

 

magnum

 

Na te pytania odpowiedzieli między innymi: Bruce Gilden, Elliott Erwitt, Larry Towell, Martin Parr, oraz Alessandra Sanguinetti. W sumie wypowiedziało się 35 cenionych fotografów.

 

Warto przeczytać jak zaczynały ikony współczesnej fotografii. Warto poznać dawane przez nich rady początkującym fotografom. W wielu odpowiedziach przewija się wątek bycia sobą, poznawania i rozwijania pasji poprzez praktykę. Trudno się z tym nie zgodzić, podobnie jak z  tym, że od zastosowania się do tych porad do zostania uznanym fotografem jest bardzo daleka droga. Ciekaw też jestem jakie rady przekazaliby rodzimi mistrzowie.

 

Tekst oryginalny w formacie PDF

Wersja polska (Google Translate)

 

Niebo na betonie

sobota, listopad 8th, 2008

Od dnia 28 października 2008r. pod adresem niebonabetonie.blogspot.com można śledzić przygotowania do wystawy Juliusza Sokołowskiego, która jako pierwsza, już na początku grudnia, wypełni przestrzeń nowej galerii na warszawskim Skwerze Hoovera.

 

Niebo na betonie

 

Autor wystawy, Juliusz Sokołowski znany fotograf architektury, kojarzony głównie z  koalicją i gazetą internetową LATARNIK, przygotowuje właśnie materiał składający się na obraz Niebo nad Warszawą. Trwają prace nad niecodziennymi zdjęciami budynków, które wyrosły w ostatnich latach w przestrzeni miasta za sprawą firmy JEMS Architekci.

 

Choć sama wystawa owiana jest jeszcze aurą tajemnicy, już dziś wiadomo, że  można spodziewać się czegoś nadzwyczajnego. Przestrzeń ponad 200 m2 mają wypełnić wielkoformatowe zdjęcia, przygotowywane właśnie przez Juliusza Sokołowskiego oraz młodych fotografów z warszawskiej agencji Flatten Image. Nie będzie to jednak zwykła wystawa, mająca na celu pokazanie profesjonalnie wykonanego materiału. Zdjęcia mają zwrócić uwagę na problem fotografii architektury, która w Polsce jest niedocenianą i poniekąd ignorowaną gałęzią tej dziedziny.

 

Ponadto tytuł samej wystawy, jawnie nawiązujący do filmu Wima Wendersa Niebo nad Berlinem otwiera krąg skojarzeń o wiele szerszych i bardziej metaforycznych. Kryje on w sobie bowiem miasto, jego ostrości i nieostrości, to co widać i to czego nie widać przy spotkaniu z nim. Być może także kryje w sobie powstawanie i aranżację obrazów, które tworzą się w głowie fotografa, jak również absorbują całą przestrzeń wokół siebie, z której wykonujący zdjęcia, wybiera, kadruje, ocenia odległość, ustawia ostrość, dobiera materiały.

 

Jednak to nie w zjawisku fizycznym i nie w racjonalizującym je technicznym zapleczu sytuuje się idea obrazu, lecz w umyśle artysty, to on bowiem uprzedmiotawia swoje idee -  jak pisze Andrzej Bator. W Niebie nad Warszawą - wydawać by się mogło - nie chodzi tylko o zdjęcia, tutaj chodzi o coś więcej, o spotkanie, o opowieść, o to co się dzieje poza zdjęciami, poza obrazami, zanim powstaną. O ideę?

 

Tego jeszcze nie było, żeby autor ujawniał swój warsztat pracy w wirtualnej rzeczywistości Internetu z dozą autoironii, szczyptą technicznych smaczków oraz nutką dobrej muzyki i animacji. Warto więc zarezerwować czas na początku grudnia oraz śledzić stronę przyglądając się jak płynie życie fotografów zmagających się z czasem, pogodą, sprzętem i plikami o niewyobrażalnej wręcz wielkości.

Bajeczka o Kopciuszku

czwartek, sierpień 28th, 2008

Niedawno, niedawno temu, za kilkoma ulicami i za dwoma placami mieszkał sobie Kopciuszek. Nie miał macochy ani dwóch przyrodnich sióstr. Nawet w łachmanach nie chodził i wcale nie był powalany węglem na nosku. Ale uciekał od lusterka słysząc wstrętny, skrzeczący głosik, że lusterka są dla księżniczek, ewentualnie dam o odpowiednich atrybutach.

 

I tak trwał sobie Kopciuszek skromnie aż do czasu, gdy przypadkiem spotkał dobrego Wróżka.

- Drogi Kopciuszku! - rzekł Wróżek. - Użyjemy różdżki i zrobimy z ciebie Księżniczkę.

Kopciuszek z początku wystraszył się nieco natrętnego czarodzieja, ale w końcu zaufał. Wysłał gołębia z wiadomością, że jest gotowy na cuda i udał się do pracowni. A tam troszkę straszno było, niewiadomego przeznaczenia eksponaty po kątach się walały i tylko patrzeć jak jaki nietoperz we włosy się wpląta…

Kopciuszek usiadł w miejscu oblanym alchemią świateł i usłyszał:

- Moja miła. Zapomnij zupełnie gdzie jesteś i wyobraź sobie kogoś bliskiego.

I wyobraził sobie Kopciuszek, a w ten światło błysło. I znowu Wróżek rzekł:

- A teraz przypomnij sobie coś pięknego.

I ponownie światło błysło, gdy na twarzy Kopciuszka pojawiły się wspomnienia.

I tak czarodziej wielokrotnie prosił Kopciuszka o myśli różne, a za każdym razem, gdy myśli te przychodziły światło błyskało. W końcu Wróżek rzekł:

- No to dość będzie czarów, teraz pójdziesz do swojego domku i położysz się w łóżeczku jako Kopciuszek, a obudzisz się jutro jako Księżniczka.

 

Gdy Kopciuszek z niedowierzaniem zasypiał, Wróżek bynajmniej swej pracy nie zakończył. Wrzucił wszystko, co powstało w czasie błysków do Naczynia Przemian, długo machał różdżką, aż stwierdził, że co miało się stać, stało się.

 

Następnego dnia wybrał szybkiego gołębia, specjalnie na tę okazję szykowanego i posłał obudzić Księżniczkę. Gdy były już Kopciuszek spojrzał w lusterko doznał szoku. Zobaczył tam stworzenie urody nieziemskiej, piękność świeżą i jedyną. Myślał, że śni, ale oto już cały dwór pojawił się u Księżniczki, a wszyscy zgodnie mówili ”Och!”.

 

A Wróżek popatrzył na swe dzieło z kącika mrucząc do siebie z lekkim uśmiechem ”Kruca fiks, ale jestem dobry”. I poszedł szukać następnego Kopciuszka…

Aparat subiektywnie idealny

czwartek, lipiec 24th, 2008

Jaki aparat kupić? Prawdę mówiąc to pytanie dochodzi do mnie z zewnątrz dość często, ale sam sobie rzadko je zadaję. Dlaczego? Bo dokładnie wiem jaki bym chciał. Kilka lat temu, całymi miesiącami czekałem na Konica-Minolta 7D. Jednak o wiele dłużej muszę czekać na coś co spełnia również te najdrobniejsze wymagania. Ich spełnienie pozwoli mi zostać posiadaczem aparatu subiektywnie idealnego.

 

Już kilka wiosen temu ściśle określiłem sobie co w narzędziu do chwytania chwil jest istotne, a co mało ważne. Generalnie można to sprowadzić do kilku liczb, a w szerszym ujęciu wygląda to następująco:

 

Jasna i szeroka perspektywa

Koniecznie jasny i szeroki obiektyw. Powyżej 50mm rzadko się wychylam, a 28 to moja ulubiona liczba. Trzykrotność zooma to maksimum na jakie jestem w stanie się zgodzić. “Peryskopy” o zakresie 28-504mm nadają się co najwyżej na prezenty komunijne dla znienawidzonych siostrzeńców. Owszem da się tym skupić światło na matrycy, ale już dużo trudniej będzie o skupienie oglądającego nad wykonanym zdjęciem.

 

Szybko i dyskretnie

Nie lubię czekać, ani tracić. Aparat musi się uruchamiać jak tylko o tym pomyśle. Kiedy jestem wypoczęty to reaguję w czasie około 0,7 sekundy. Czekanie na przejście aparatu w stan gotowości dodatkowe pół sekundy, może stać się bezpośrednią przyczyną utraty wielu ujęć. Ten problem nie będzie dotyczył fotografów kwiatostanów i studyjnych aranżacji, ale już nawet dla domowych zdjęć własnej pociechy, okaże się nie bez znaczenia.

 

Fotografować z prędkością 3 klatek na sekundę mogłem już 10 lat temu. Do dziś nie udało mi się tego wykorzystać prawdopodobnie więcej aniżeli 3 razy. Ten parametr jest dla mnie mniej więcej tak ważny jak kształt baterii. Oczywiście jeśli ktoś myśli o wyścigach konnych, albo rajdach samochodowych powinien to potraktować z nieco większą powagą.

 

Oprócz określenia prędkościowych wymogów, dodałbym jeszcze parametr mierzony w decybelach. Maszyna rejestrująca nie może być zbyt głośna. Najlepiej by procesu rejestracji nie był w stanie usłyszeć nikt inny jak tylko osoba odpowiedzialna za ową rejestrację. Klapanie lustra i buczący silnik autofokusa to odgłosy które straszą gołębie, irytują duchownych i podobnie jak długie przechodzenie aparatu w stan gotowości, mogą spowodować utratę naturalnego ujęcia.

 

Idealny aparat

 

Wrażliwość na punkcie

O rozdzielczości i jej marketingowej (ciemnej) stronie napisano już wiele. Powiększanie liczby pikseli kojarzy mi się głównie z dłuższym transferem zdjęć i szybszym zapełnieniem przestrzeni dyskowej. Osiem milionów żywych pikseli daje mi wszystko co potrzebuję. Jeśli matryca osiąga idealne wymiary 24×36mm to przyjmuję że wartość punkcików rządnych światła może się z lekkością podwoić.

 

Dużo bardziej istotną kwestią jest wrażliwość pikseli. To jak wspólnie przechwytują niuanse w tonach i walczą o utrzymanie formy przy ISO równym osiemset. Piksele muszą być czułe i wyrozumiałe niczym córy Koryntu. Wymagam od nich też nienagannej współpracy z innymi elementami, oraz pozbawionej kłamstw percepcji dla kolorów i detali. Oczywiście ostateczne efekty są bezpośrednio związane z optyką i dlatego zawsze ten element maszyny rejestrującej będzie kluczowy na drodze do uzyskania zacnych parametrów.

 

Waga problemu

Plecak wypełniony “niezbędnym” sprzętem dochodzi zazwyczaj do wagi 11Kg. Można by na drodze kompromisów odciążyć go o 1,5 kg, ale kompletnie mi to nie daje radości. W założeniu te półtora kilograma ma być finalną wagą z jaką miałbym się zmierzać. Ciężar idzie również w parze z wielkością. Tym samym nie tylko chodziłoby o lżejsze życie, ale też o zastąpienie plecaka kieszenią płaszcza.

 

Wielkość ma też znaczenie kiedy poruszymy zagadnienie sekretności i intymności. Nawet jeśli ma się najcichszy aparat, ale o wielkości odpowiadającej połowie ciała fotografowanej osoby, to z dużą szansą wzbudzi się u niej niemiłą dawkę strachu i napięcia. Ponieważ już dawno straciłem respekt u ludzi, którzy dobrze wiedzą, że Canon jest najlepszy, jestem gotów też stracić resztkę powagi z powodu śmiesznych gabarytów. Wszytko to na poczet robienia naturalnych zdjęć i szacunku dla własnego kręgosłupa.

 

Jesteśmy blisko

Aparatu, który spełniałby powyższe oczekiwania, nie ma jeszcze w produkcji. Nie jest tak bynajmniej dlatego, że te oczekiwania są jakoś specjalnie wygórowane. Nie ma go, bo bezcelowe stałoby się produkowanie wtedy wielu innych modeli. Na szczęście postęp trwa. Rynek robi się coraz bardziej nasycony i coraz bardziej wymagający. Dzięki temu pojawiają się już pomysły które zwiastują dobry kierunek. Kierunek subiektywnie idealny.

 

Za parę dni ujawnię jak w najmniejszych szczegółach prezentuje się aparat idealny. To będzie wyjątkowa premiera, której na próżno szukać gdziekolwiek indziej.

 

(Edycja: 27 lipiec 08 -  Aparat subiektywnie idealny - prezentacja) 

 

Zdjęcia Zwyczajne

wtorek, lipiec 15th, 2008

Czasem, gdy akurat mam nieochotę do pracy, wpisuję sobie w rubryczkę przeznaczoną na zdania zaczynające się od www coś ze słowem foto (albo tak bardziej światowo: ”photo”). Po chwili pojawiają się obrazki - motylki, listki, kropelki, łączki, góry albo panie - zupełnie nagie, niezupełnie; dramatyczne (zdjęte w byłej Wytwórni Majzlów I Hebli ”Przyszłość”) albo romantyczne (fotografowane na łączce najczęściej). Oczywiście nie wyczerpałem listy tematów, które tam się pojawiają, ale jedno jest charakterystyczne - coraz rzadziej pojawiają się tam Zdjęcia Zwyczajne.

 

Bo Zdjęcia Zwyczajne są zwyczajne, a więc jako nieartystyczne nie mają racji bytu obok pań z ”Przyszłości” czy pajączków z takim bokehem w tle, że aż mucha nie siada (nie siada na pajęczynce z kropelkami oczywiście).

 

Zdjęcia Zwyczajne nie  są też ”cool, jazzy i spox” (tu przepraszam za swoją słabą znajomość najnowszych trendów w przydawkach) więc nie trafią do miejsc specjalizujących się pokazywaniu szczęśliwych młodych ludzi właśnie tuż przed imprezą albo w jej trakcie.

 

W końcu na Zdjęciach Zwyczajnych nasza pociecha (albo nasz dziadek) nie patrzy w obiektyw pokazując śliczne swe pierwsze ząbki (albo ostatnie). Nie trafią zatem takie zdjęcia do naszych klas (oraz waszych i ich).

 

No i dobrze - jakaś kategoryzacja musi być. Inaczej już zupełnie utonęlibyśmy w tym fotooceanie. Pstrykamy więc namiętnie robaczki o zachodzie na tle albo Ziunię z Kają, co sobie nowe tipsy zrobiły albo Kajtusia z pierwszym hamburgerem. Tylko jakoś na szare, zwykłe życie brakuje nam kart pamięci. No bo gdzie to wysłać potem i komu pokazać? Ot, taki widok zza okna, droga do pracy, pani Wandzia dzwoniąca ze swej komórki, dziecko bawiące się w skupieniu, żona robiąca kolację, tramwaj, sklep z bułkami, mglisty poranek listopadowy na przystanku czy witryna w pobliskim kiosku. Dziś to są bzdury, każdy widzi takie rzeczy dzień w dzień. Ale jutro nie będzie dziś. Za kilka, kilkanaście, a już za kilkadziesiąt lat to wszystko będzie prehistorią. I gdy komórka dołączy do kałamarza, detektora i młynka do kawy, najbardziej pożądanym przez nas widokiem będą Zwyczajne Zdjęcia z 15 lipca 2008 roku…

 

 Zwyczajne zdjęcie z maja 1975 roku

 

Zwyczajne zdjęcie z maja 1975 roku.

Fotografia na wybiegu

środa, lipiec 2nd, 2008

Pas startowy - białe podium oświetlone blaskiem o temperaturze około 4600 stopni Kelwina. Po jego bokach rzędy oczu oczekujących prawdziwej inspiracji. Na końcu śnieżnego pasa ambona, wypełniona różnej długości lufami gotowymi do strzału z prędkością kilku ujęć na sekundę. Za moment rozpocznie się wbieganie trendów. Kilkuset projektantów i setki modelek. Witamy na pokazie mody!

 

Aparat i zorientowany na długą ogniskową obiektyw ma każdy, ale aby należycie to wykorzystać, należy znaleźć odpowiednie miejsce. Centralnie jest najlepiej, ale jednocześnie tam najciaśniej i duszno. Dobrym uzupełnieniem do fotograficznej torby staje się drabina, albo metalowa skrzynia która w praktyczny sposób może ją zastąpić. Co drugi strzelec dobrze o tym wie, reszta wciska się po bokach by znaleźć się możliwie blisko “złotego środka”.

 

Fotografowanie pokazów mody w takim wydaniu ma bardzo specyficzny charakter. To fotografia pozbawiona polotu i tego co w fotografii tak istotne - indywidualnego punktu widzenia. Ażeby zostać fotografem wybiegowym wystarczy średniej jakości sprzęt i godzina przeszkolenia z obsługi aparatu. Zdjęcia trzydziestu ściśniętych fotografów na podium są niemalże identyczne. Różnice można znaleźć jedynie w ich zabarwieniu, jako że każdy z inną efektywnością radzi sobie z okłamywanym pomiarem temperatury barwowej. Jeśli miało się trochę szczęścia jedno na dziewięć tysięcy zdjęć może być chociaż trochę inne. Nadal jednak nie ma czym się chwalić.

 

GFW

foto: Aleksander Lucis

 

Jak już mówimy o ilości to warto dodać, że taka trzydniowa impreza świata mody, wymaga wykonania około 10 000 zdjęć. Oczywiście tylko wtedy jeśli celem jest pokazanie każdej z kolekcji projektanta na co najmniej kilkunastu fotkach. W efekcie średniej jakości lustrzanka jest do wyrzucenia po około 10  takich imprezach (trochę nowsza wytrzymać powinna 15), co zatwardziałym fotografom wybiegowym może się przytrafić nawet w jedno lato.

 

Czy jest sens uprawiania takiej fotografii? Z punktu widzenia projektantów, modelek, modeli ludzi ze świata mody i innych obserwatorów, zapewne ma to sens. Z punktu widzenia zawieszonego na drabinie przez kilka godzin fotografa, jest to chyba bliższe ćwiczeniom sprawnościowym, aniżeli jakiejkolwiek formie wyrażania się. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś to naprawdę lubi i czuje, że robi to coraz lepiej.

 

Czy aby wszystkie kombinacje “pokaz mody - fotografia”, muszą wyglądać tak samo? Niekoniecznie. Dobry przykład znalazłem na blogu Blindspot, gdzie jeden z linków zaprowadził mnie do serii zdjęć fotografa agencji Magnum - Paolo Pellegrina. To oczywiście prawdziwy reportaż, gdzie fotograf nie tylko się przemieszczał, ale też zrobił coś znacznie więcej. Te 16 zdjęć w zestawieniu z kilkoma tysiącami wykonanymi z drabiny na ambonie, mają się mniej więcej tak do siebie, jak deser z czarnych trufli z francuskiego regionu Périgord do dwóch ton zmarzniętych ziemniaków przed segregacją.

Marzenia się spełniają…

poniedziałek, czerwiec 23rd, 2008

Z 24foto zamierzam związać się trwale - dlaczego? Ano dlatego, iż mi samej brakuje pewnego aspektu w rozmowach o fotografii, a tu dyskutować możemy do woli. W większości publikacji bombardowana jestem/jesteśmy nowinkami technicznymi, parametrami, testami… Oczywiście informacje o sprzęcie są przydatne, ale w sumie to tylko pogadanki o narzędziach… Zastanówmy się po co te narzędzia trzymamy w dłoniach? I w tym momencie robi się ciekawie.

 

Każdy fotografuje z innych powódek: Staś chce mieć pamiątki dla wnuków, Franek uwielbia widzieć swoje fotografie w katalogach mody, a Alkos kocha obrazowanie ulicy. Czy często trafiacie na artykuły o społecznej roli fotografii? Ja prawie w ogóle… , a temat jest delikatnie ujmując bardzo szeroki i co więcej szalenie interesujący. Wierzycie w to, że fotografia wpływa choćby na tolerancję? Wierzycie, że ktoś pod wpływem jakiegoś obrazu zmienił całe swoje życie? Czy jesteście w stanie zgodzić się ze mną , iż w zdjęciach można uwięzić MAGIĘ?

 

Chciałabym, by moje artykuły na 24foto były dość uniwersalne, ale aby dobrze zobrazować jakiś proces muszę wesprzeć się przykładami z własnej biografii. Fotografuję wyłącznie ludzi - bardzo różnych.W moim pf można znaleźć serię z niepełnosprawnymi dziećmi. Przy pierwszych publikacjach komentarze były dość kontrowersyjne, mocno nacechowane emocjonalnie. Mijały dni, a odbiory chyba zaczynali rozumieć moje intencje. Nie chodzi tu o robienie kariery na czyjeś “niepełnosprytności”… Chodzi o to, by pokazywać świat taki, jakim jest (z mojej perspektywy). Szybko przyznałam się do tego, iż sama jestem mamą bardzo chorego chłopczyka… Co się stało? Ludzie zaczęli mnie słuchać - słuchać moich zdjęć. Odbiorcy się otworzyli. Zaczęłam dostawać kilka listów dziennie. Łatwo się domyśleć, że przy co drugim płakałam.

 

Skano to bezpieczny, prosty i tani sposób na skanowanie zdjęć, slajdów i negatywów, a także retusz i renowację zniszczonych fotografii. Zamień swoje stare zdjęcia na pliki cyfrowe. Skano to najwyższa jakość, najniższe ceny i prawdziwa wolność wyboru.

Pan G. napisał, że po obejrzeniu moich zdjęć ma ochotę pomagać chorej sąsiadce. Pani D. przepraszała za to, że widząc niepełnosprawnych odwracała głowę ze strachu… a teraz się już nie boi. Przykładów mogła bym mnożyć, ale nie chodzi tu o wyliczanie. Fotografia ma olbrzymią rolę społeczną - wpływa na świadomość odbiorców i współkształtuje ją! Zdjęcia spełniły moje marzenia - mogę mówić i jestem słuchana. Czy potrafiły obdarować w bezpośredni sposób i innych?

 

Jakiś czas temu rozpoczęłam autorski projekt pt ” Marzenia się spełniają”. Na prostej stronie www wyjaśniłam cele i zasady. Sama mam dwóch synów, zatem chciałabym zrobić coś dla dziewczynek… wyjątkowych dziewczynek. Która mała dama nie chciałaby być modelką? Dałam ogłoszenie, że sfotografuje chore dziewczynki z całej polski, by przez chwile poczuły się jak gwiazdy. Odzew przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Rodzice słali przecudne maile…

 

zuzia-ksiezniczka1

 Zuzia z zaczarowaną mamą

 

Do dnia dzisiejszego odbyły się cztery sesje : Zuzia na małym wózku inwalidzkim….Maleńka Ania z białaczka i zespołem Downa w parku, nastolatka Gabrysia z rozszczepem kręgosłupa (pozowała fantastycznie), oraz drobniuteńka Marysia …Marysia nie czująca nóżek. Wszystkie te dziewczynki nazywam moimi księżniczkami… Dwie jechały do mnie ponad 100km…

 

 

Ania-ksiezniczka2

Księżniczka Ania - cały tata

 

Gabrysia-ksiezniczka3

Jak dotąd najstarsza księżniczka Gabrysia

 

Cudownie, że martwe pudełko zwane aparatem potrafi “złapać za nogi” tyle uczuć… Potrafi ścisnąć serce. Wczoraj zobaczyłam zdjęcie mojej księżniczki na naszej klasie z podpisem  Marzenia się spełniają… Cóż mogłabym dać tym rodzinom jeśli nie zdjęcia? Fotografujmy kochani…nie tylko kwiaty, drzewa, puste ławki, ale ludzi…

 

 

Marysia-ksiezniczka4

Księżniczka Marysia w tatowym towarzystwie

 

Czym są zdjęcia? Historią, wspomnieniem i często po prostu życiem… a w życiu jest tak, że jedni uczą drugich. Sama czuję się mądrzejsza o parę pięknych portfolio innych fotografów. Dziękuję.