Aparat subiektywnie idealny - prezentacja

Aparat który zaraz dokładniej poznacie nie jest ani cudem techniki, ani jakimś futurystycznym wymysłem. To coś co może powstać szybciej niż nam się wydaje. Możliwe też, że w podobnej formie już istnieje i czeka w laboratoryjnym sejfie jednego z producentów na ten odpowiedni moment. Jak to się ładnie mówi - moment decydujący.

 

Nie jest to projekt w stylu Adama Słodowego, który zwykł tworzyć coś z niczego. Nie będziemy więc używać pasków blach - które jak mówił prowadzący “Zrób to sam” - “można znaleźć na każdym podwórku…”. Konstrukcję oprę o gotowe podzespoły istniejących już aparatów. No może z małym wyjątkiem…

 

Aparat subiektywnie idealny - elementy

 

Parametry jakie ma posiąść aparat subiektywnie idealny opisałem już wcześniej, więc aby się nie powtarzać przejdę od razu do meritum.

 

Za wyjściowy model posłużył mi zaprezentowany zaledwie kilka dni temu Panasonic Lumix DMC-LX3. Ta premiera to milowy krok w rodzinie kompaktów. Na szczególną uwagę zasługuje szerokokątny i jasny obiektyw Leica DC Vario-Summicron o ogniskowych (ekwiwalent dla małego obrazka) 24-60 mm. Ten element jest z miejsca subiektywnie idealny i nie musimy go już ulepszać. LX3 ma też takie ważne elementy jak stopkę na zewnętrzną lampę błyskową , stabilizator obrazu i oczywiście umożliwia w pełni manualną obsługę z wykorzystaniem formatu RAW.

 

Czego zabrakło w nowym Lumixie, to wspomnianych ostatnio wrażliwych pikseli. To bardzo ważne i niestety upakowanie 10 milionów punktów na sensorze 1/1,63 cala nie daje idealnych rezultatów. Dlatego właśnie ten element zostaje usunięty, a w jego miejsce pojawia się czułość innego - nie mniej rewolucyjnego kompaktu - Sigmy DP-1.

 

Przy tradycyjnej matrycy piksele tworzą mozaikę i odpowiadają za przyjęcie tylko jednej z podstawowych barw, co jest powodem artefaktów, efektów halo i innych nieprzyjemności które dotykają nasze zdjęcia. Matryca Foveon X3, umieszczona w DP-1, odpowiada swoją wielkością tym znajdującym się w większości cyfrowych lustrzanek. Wszystkim którzy nie spotkali się jeszcze z tym rozwiązaniem, naprędce wyjaśnię, że rewolucyjność tego wynalazku polega na “zatopieniu” w krzemie trzech warstw fotodetektorów, z której każda wychwytuje inną z 3 podstawowych barw. Efekty są widoczne gołym okiem.

 

Aparat subiektywnie idealny - prezentacja

 

 Nie obejdzie się jednak bez użycia piłki i kleju. Sensor z DP-1 może zaoferować jedynie obrazy o wymiarach 2640 x 1760 pikseli. Nie wiele się zastanawiając wydobywam dwie takie matrycę i jedną z nich przycinam o 20%. Po sklejeniu pozostałego kawałka z tym nieruszonym otrzymuje coś zbliżonego do klatki filmu małoobrazkowego. Rozdzielczość około 8 milionów pikseli - o to chodziło!

 

Pozostaje jeszcze kwestia brandingu. Jak wiadomo marka budzi emocje. Jeśli jest mocna i wyrazista powoduje że z czymś się mocniej utożsamiamy. W efekcie zwiększa to nasze zadowolenie z danego produktu. Nie może być inaczej z aparatem subiektywnie idealnym.

 

Przy wyborze tego elementu kierowałem się ideą marketingu nostalgii. Lumix, Sigma, czy nawet Leica nie ma takiej siły jak pierwszy aparat jaki przyszło nam trzymać w rękach. Dla większości była to oczywiście Smena (CMEHA) 8M. Nazwa jest bez wątpienia subiektywnie idealna. “Smena” oznacza w wolnym tłumaczeniu “Młode pokolenie”. Symbol 8M to oczywiście nic innego jak liczba pikseli. Nie mam pojęcia jak to przewidziano w 1952 roku, ale wszystko się zgadza.

 

Po tych kilku - wcale nie wyszukanych - zabiegach uzyskaliśmy coś niebanalnego. Coś co jest jasne i szerokie, całkiem wrażliwe i w dodatku o wadze zbliżonej do niewielkiego obiektywu lustrzanki. Oprócz tego ma w sobie element nostalgii i już samo patrzenie na ten produkt może spowodować obiektywne zadowolenie.

 

Aparat subiektywnie idealny - Smena 8M z matrycą 2xFX3 na bazie konstrukcji Leica-Panasonic

 

Wiem, że trochę rozczaruję na koniec, ale nie mogę niestety zaprezentować przykładowych zdjęć. Małym felerem tej konstrukcji okazało się zmniejszenie miejsca na kartę pamięci kosztem powiększonej matrycy (2x X3).  Z pomocą przyjdzie zapewne bezprzewodowa komunikacja i po zainstalowaniu nadajnika Wi-Fi ten problem zniknie. Na ten moment nie mogę się jednak zdecydować z jakiego aparatu mógłbym taki nadajnik zapożyczyć.

 

Niezależnie do tego, jeśli macie jakieś propozycję, które uczyniłyby z tego subiektywnie idealnego aparatu, aparat absolutnie idealny - proszę się nie krępować i przedstawiać własne sugestie. Pamiętajcie jednak, aby kierować się zdrowym rozsądkiem i żeby sugerowane podzespoły “można było znaleźć na każdym podwórku…”.

 

Tags: , , , , ,

8 Responses to “Aparat subiektywnie idealny - prezentacja”

  1. Marcin W. Dąbrowski Says:

    Miejscem na karty możesz się mniej przejmować - microSD zmieści się nawet w pokrętle do zmiany trybów, albo… za matrycą, obok procesora obrazu, co skróci drogę bitów od matrycy do nośnika.
    Co by tu jeszcze? Nieruchomy obiektyw, czyli IF, czy jak to się tam zwie - żeby obudowa była stała, a ruszały się soczewki. No i można by uszczelnić całość, żeby robić, bez obaw o utopienie aparatu, zdjęcia w rzęsistym deszczu.
    I już, to chyba tyle, co bym dodał. Reszta jest bardzo przyjemna…

  2. Jurgi Says:

    Ach, może kiedyś będziemy aparaty mogli składać z elementów, tak jak teraz pecety? Kiedyś wszystkie komputery też były dostarczane jako gotowe, zanim IBM swoim posunięciem spowodował powstanie składaków.
    Co do Wi-Fi ? wiem, że istnieje karta SD z wbudowaną kartą Wi-Fi, która automatycznie przesyła zdjęcia do komputera, jeśli ten jest w pobliżu. Oczywiście normalną pamięć też posiada, gdyby kompa nie było w zasięgu.
    A mnie się tak pomyślało? Gdyby wstawić jakąś cyfrówkę w obudowę po mojej Smienie Symbol, która niestety już nie działa?

  3. rK Says:

    Pomarzyc piekna rzecz. Troche za maly ten zoom jak na swoja jasnosc do pelnej klatki. Zamiast niego mogly by byc wymienne obiektywy. Male bez retrofokusa, bo to nie lustrzanka. Wbudowany optyczny celownik i dalmierz do ogniskowych 28, 35 i 50, a dla pozostalych - ultra-szerokich, zoomow i tele kadrowanie na monitorku.
    Zreszta. Wystarczyla by Leica M, lub Nikon SP zrobiony na podobnej zasadzie - dalmierz do 50ki, a powyzej LV. I karty pamieci, ktore po wyjeciu z kamery cementuja sie na stale.

  4. Aleksander Lucis Says:

    Marcin - sugestia z uszczelkami jak najbardziej trafiona. Jak mogłem o tym w ogóle zapomnieć.

    Jurgi, gdyby można było wejść na stronę producenta i wybrać sobie podzespoły i parametry… no faktycznie nic więcej do szczęścia nie potrzeba. “ISO 1600 - dopłata 120PLN” :-)

    @Robert. Dążyłem do kompaktowości, więc nie wyjeżdżaj z wymiennymi obiektywami :-)

  5. rK Says:

    A co kompaktowosci szkodza wymienne szkla? Mialem kiedys lustrzanke Pentaxa 110. Widziales jakie tam byly obiektywy? Tele bylo wielkosci nakretki od butelki po wodzie mineralnej. Kiedy szerokokatny jak upadl w trawe, trzeba bylo pol godziny zeby go znalezc.

  6. barnaba200 Says:

    kiedyś idąc ulicą wpadłam na absurdalny pomysł, żeby upakować w wymarzonym aparacie 3 matryce (jeszcze nie znałam foveonów) :)
    Cmeha, aż się łza zakręciła w oku:) moja leży z rozerwaną migawką w szafie…
    czekam na taki wymarzony model! Cieszę się, że ktoś w końcu powiedział o potrzebach fotografów:) pozdrawiam gorąco konstruktora aparatu marzeń:)

  7. Aleksander Lucis Says:

    Da się kompaktowo z wymiennym szkłem. Przypomniało mi się o jeszcze jednym wynalazku, który był zastosowany w kilku modelach Kodaka z serii V. Miedzy innymi do v570 wsadzono dwa obiektywy - stałkę 23mm i zooma 39 - 117 mm. Skoro się da 2 to dlaczego by nie wsadzić porządnych 4? Moje typy to: 16mm, 28mm, 50mm i może jakiś zoomek 70-210. Pomysł stary jak świat z powodzenie wykorzystywany w kamerach Dumont :)

  8. rK Says:

    W tym Kodaku byly dwie matryce. Przy wiekszym formacie nie byloby tez tak latwo z zoomem 70-210. Nie trzeba tez szukac duzych, rewolwerowych kamer. Kiedys byly kompakty na film - czyli pelnoklatkowe - Kodaka i Leici (te pamietam, byc moze bylo wiecej) w ktorych byly dwa przelaczane obiektywy. Lekki szeroki i krotki tele. 35 i 70 bodajze. I bylo to wielkosci normalnej “debil kamery” z tamtych czasow.
    W ogole, kiedys producenci bardziej “kombinowali”. W Olympusie XA zastosowali obiektyw 35mm, w body, ktore mialo trzy centymetry grubosci. Po prostu zrobili szeroki teleobiektyw. To bylo cos!

Leave a Reply